WinterCamp 2018

WinterCamp to Zimowy Biwak Szkoleniowy na Turbaczu w Gorcach – The COOLEST winter training camp in Europe.

Zacznę od tego, że primo – pierwszy raz poszłam w góry tak ,,na poważnie” z plecakiem, kijami, namiotem, no i tu jest to secundo – spałam w namiocie zimą! To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Zawsze w śpiworze było mi wręcz za gorąco, a nie za zimno. No i po wyjściu z namiotu widziałam zamiast bieli – zieleń, a w oczy raziło letnie słońce. Jednak mimo pewnych niedopatrzeń jak nieodpowiedni śpiwór czy przeterminowane ogrzewacze (tak! przeterminowane ogrzewacze) bardzo mi się spodobało takie biwakowanie. Po moich wpisach można wywnioskować, że od jakiegoś czasu ciągnie mnie w miejsca związane ze wspinaczką każdego rodzaju. Co prawda, nie chodziłam jeszcze po górach wysokich, ale to właśnie jest to! Na pewno jeszcze wrócę pod namiot zimą, może nawet wyżej niż te ok.1200 m n.p.m.

Jak na każdym tego typu evencie towarzystwo było w porząsiu 🙂. Zarówno uczestnicy, jak i organizatorzy oraz goście. Z tych ostatnich mogę wymienić takich himalaistów, alpinistów jak Janusz Majer i Tomek Kobielski. Muszę też wspomnieć o Wojciechu Grzesioku i Andrzeju (Jędrku) Życzkowskim którzy, jak się okazało, należą do Klubu Wysokogórskiego Gliwice (KWG) i są mega sympatyczni. Tak naprawdę gdyby nie oni nie zapisałabym się po powrocie do klubu. Jeśli już jestem w temacie, to po prostu muszę się pochwalić tym, że jestem w klubie z Gołębiem i Kobielskim. Czujecie tę przepaść?

No a wracając do ludzi, poznałam też Ewę Chojnowską z bloga Szpilki w plecaku, Mateusza Waligórę, Bartosza Malinowskiego i Kamilę Kielar, która przeszła Pacyfic Creat Track, czyli trasę z Meksyku do Kanady. Organizatorzy dawali świetnie radę. Z poczuciem humoru prowadzili cały obóz. Tu przywołam nasz okrzyk : ,,Siła, masa…moc, kiełbasa!” atrakcji było dużo, od integracji po szkolenia i spotkania z gośćmi. Opowiem po kolei. Integracje to były różne gry. Każdy mógł brać w nich udział i wygrać jakieś fajne gadżety od sponsorów. Takim konkursem, który utknął w pamięci każdego i który jest tradycją WinterCampu był tablebouldering, który w skrócie polegał na przedostaniu się w okół stołu z góry przez dół, żeby znowu wrócić na szczyt. Na ognisku (nie było mnie na nim) inną z zabaw było podciąganie się na dziabach (czekanach). Dalej szkolenia. Zgłaszając się na obóz, masz do wyboru 3 z 6 szkoleń takich jak biwakowe, sprzętowe, lawinowe, medyczne, skitourowe i wspinaczkowe. Zapisałam się na trzy pierwsze, ale ostatecznie wypożyczyłam też skitoury (świetne są) i wspięłam się na ścianie lodowej, więc skorzystałam ze wszystkiego co możliwe. Powinnam jeszcze opisać, co się robi na którym szkoleniu. Biwakowe wydało mi się też trochę sprzętowe. Na części teoretycznej pokazali nam różne typy dziab, raków, plecaków, itp. Na części teoretycznej zaczęliśmy budowę jamy śnieżnej i chodziliśmy w rakach po śniegu. Sprzętowe było omówieniem ubrania outdoorowego, śpiworów, butów i praktyką chodzenia w rakietach śnieżnych. No i lawinowe. Bardzo fajne szkolenie prowadzone przez równie fajnych GOPR-owców. Nudniejsza opowieść o lawinach i rodzajach śniegu oraz ciekawsza ,,akcja ratunkowa” z użyciem ABC lawinowego (detektor, sonda i łopata) i z pomocą czworonoga Luki. Jeżeli chodzi o skitoury, to była opcja wypożyczenia tam dobrego sprzętu. Pierwszy raz chodziłam w takich nartach i, jak widać, żyję, a dopadł nas zmrok. Ściana lodowa też była super! Coś zupełnie innego od ścianki wspinaczkowej, którą znam.

<<<
zór, goście prowadzili prelekcje na temat swoich podróży w różne zakątki świata. Rozmowa o PCT (Pacyfic Creat Track), Wielkim Szklaku Himalajskim, wyprawach na K2, Denali, ultramaratonach, i innych tego typu nieprawdopodobnych osiągnięciach.

Była też atrakcja dodatkowa. Nadarzyła się niezwykła i niepowtarzalna okazja połączenia z bazą polskiej wyprawy na K2! Tak, rozmawialiśmy z rodakami, którzy są w Himalajach! Snopek (Tomasz Snopczyński) oprowadził nas po całej bazie. Nie uwierzylibyście, ile oni tam mają jedzenia, całe beczki kabanosów, liofilizatów, rodzynek, słodyczy. Tak jakby okradli sklep. Najlepsze jest i tak to, że wnieśli sobie satelitę, która daje im lepszy internet niż my mieliśmy na Turbaczu. Poważnie… Nawet okoliczna armia przyleciała helikopterem sprawdzić tak mocne połączenie.

Więc co mogę powiedzieć? Jest to świetny pomysł na rozpoczęcie przygody z biwakowaniem zimą i spędzenie wolnego weekendu.

źródło : https://m.facebook.com/wintercamppl/?locale2=pl_PL

czerwonapinezka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s